Dlaczego koty powinny powiedzieć “nie” aspirynie

Robert Matthews
Twój kot nieco źle wygląda, a więc podajesz mu tabletkę aspiryny razem z karmą. Zły pomysł – aspiryna może być prawdziwym panaceum dla człowieka, ale u kotów powoduje problemy z układem oddechowym oraz zapalenie wątroby. Są leki, które działają dużo gorzej u kotów – podanie paracetamolu powoduje śmierć u tego zwierzęcia.
Lekcja jest prosta i dobrze znana każdemu weterynarzowi. Nie oszukujemy się – nasi czworonożni pupile to nie ludzie. Leki wywołują u nich określone efekty, których nie wywołują u ludzi i vice versa. W tym właśnie tkwi bezsens testowania leków na zwierzętach i nie ma to nic wspólnego z „obroną praw zwierząt”.
The Advertising Standards Authority (instytucja nadzorująca przestrzeganie Brytyjskiego Kodeksu Reklamowego) wydała niedawno orzeczenie dotyczące zarzutów stawianych przez organizację skupiającą przeciwników wiwisekcji - Europeans for Medical Progress. W jednej z jej broszur informacyjnych zacytowany został Mike Hancock, członek Parlamentu Brytyjskiego, z partii Liberalnych Demokratów, który twierdzi, że “przydatność testów na zwierzętach nigdy nie została naukowo oceniona”.
Cytat rozwścieczył niektórych naukowców, a kilku z nich złożyło formalną skargę do ASA. Organizacja ta jednak odrzuciła roszczenia grupy naukowców. Nie da się ukryć, że Hancock miał rację: testy na zwierzętach nigdy nie zostały poddane naukowej ocenie. Kiedy nowy lek ma zostać przetestowany, nikt nie jest pewny, w jaki sposób zadziała w ludzkim organizmie.
Wystarczy zapytać sześciu młodych mężczyzn, którzy w zeszłym roku ledwo uszli z życiem w londyńskim szpitalu – byli to wolontariusze, na których przetestowano “cudowny” lek - TGN 1412. Mężczyźni ci, przed podaniem leku, byli spokojni o swoje zdrowie –TGN 1412 przeszedł testy na zwierzętach, które nie wykazywały żadnych efektów niepożądanych.
Co więcej, wolontariusze otrzymali znacznie niższe dawki leku, niż te, które podano gryzoniom, psom i małpom w eksperymentach. Mimo to, po kilku minutach od podania leku wolontariuszom, wystąpiły zatrważające efekty uboczne ze strony układu immunologicznego.
Nie ulega wątpliwości, że badania z udziałem zwierząt przyczyniły się do olbrzymiego postępu w medycynie. Ponad sto lat temu, bardzo kontrowersyjne, jak na tamte czasy, stwierdzenie, iż choroba może być przenoszona poprzez mikroby, zostało potwierdzone, poprzez wstrzyknięcie bakterii zwierzętom. Chirurgia również zawdzięcza wiele technikom, które były początkowo wypróbowane na zwierzętach.
Jednak tego rodzaju badania są bardzo odległe testowaniu leków, gdzie subtelne różnice biochemiczne mogą skutkować w całkowicie odmiennych reakcjach. Przykładowo, ze stu terapii udaru, które były skuteczne u zwierząt, jedynie jedna zadziałała u człowieka: 99% zawiodło.
A więc, przez eksperymenty na zwierzętach, leki szkodliwe dla ludzi zostają dopuszczone do obrotu. Co więcej, czasem zdarza się, iż leki, które działałyby świetnie u ludzi, zabijają zwierzęta laboratoryjne – tak jak to ma miejsce w przypadku paracetamolu u kotów. Antybiotyki takie jak penicylina, leki przeciwwymiotne, a nawet aspiryna, wszystkie wywołują poważne efekty uboczne u niektórych zwierząt laboratoryjnych. Na szczęście wiele z nich zostało wynalezionych długo przed tym, jak wprowadzono obowiązkowe testy leków na zwierzętach. W innym wypadku, nigdy nie zostałyby dopuszczone do obrotu. Należy zadać sobie pytanie, ile, w takim razie, cudownych leków tracimy, gdyż naukowcy są wprowadzani w błąd przez efekty uboczne, jakie dana substancja wywołuje u zwierząt laboratoryjnych?
Zwolennicy testowania na zwierzętach twierdzą, że tego typu krytyka jest irracjonalna i antynaukowa, a obrońcy praw zwierząt nie zmienili nic, poprzez swoje zaciekłe protesty.
Zwolennicy wiwisekcji lubią również podkreślać fakt, że praktycznie wszystkie cudowne leki, jakimi medycyna dzisiaj dysponuje, zostały wynalezione dzięki testom na zwierzętach. Jak dotąd, testowanie leków na zwierzętach jest obowiązkowe, więc nie dziwi fakt, że wszelkie odkrycia farmaceutyczne przeszły przez tego rodzaju testy. Taki tok rozumowania jest równie racjonalny, jak stwierdzenie, iż wszelkie odkrycia naukowe zawdzięczmy noszeniu białych fartuchów laboratoryjnych przez naukowców.
Kolejnym ich argumentem jest TINA - There Is No Alternative - nie ma żadnej alternatywy (do testowania na zwierzętach). Wręcz przeciwnie - różnego rodzaju techniki, takie jak symulacje komputerowe, czy hodowle ludzkich komórek, są bardzo zaawansowane. Co więcej, ich przydatność i efektywność jest sprawdzana naukowo, czego nigdy nie uczyniono z testami na zwierzętach.
Ze wszystkich argumentów użytych przez zwolenników wiwisekcji, najbardziej szkodliwy jest ten, który klasyfikuje ludzi albo do grona naukowców, albo do terrorystów broniących praw zwierząt. Debata ta stała się przegrana, bez szans na powodzenie, poza tym ukrywa ona fakt, że wielu krytyków wiwisekcji jest przygotowanych, aby zaakceptować to, że czasem eksperymenty na zwierzętach są przydatne. Jedyne, czego wymagają, to naukowe udowodnienie przydatności i efektywności testów na zwierzętach. Do czasu przeprowadzenia takich badań naukowych, testowanie na zwierzętach będzie zmonopolizowane przez niedoinformowanych ludzi, którzy działają poprzez emocje. Faktem jest, że naukowcy często wykorzystują testy na zwierzętach jako wymówkę, aby ukryć swoją ignorancję przed pacjentami.
http://www.robertmatthews.org

źródło:http://stoptestom.info

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License